"Ma cztery łapy? Duże uszy i długi ogon? To JEST myszą!"







trzydzieści cztery
| data dodania: 2009-01-04 | godzina: 04:52:00



Cóż mogę Wam powiedzieć, Kochani?

Mogłabym mówić o tym, jak pogrążam się, nie w żalu, a rozpaczy. Jak płaczę tak długo, aż zasnę, obżeram się słodyczami w dzień, by nie płakać? Jak nie jestem w stanie robić nic poza spać-jeść-płakać?

I tak w większości wiecie co się stało, pokrótce przypomnę, mimo że znów szklą mi się oczy i broda drży na samo wspomnienie.
Tajka umarła, nie wiem dlaczego. Tak jak Szatanek, odeszła niespodziewanie. W noc sylwestrową. schowałam ją do białego pudełka z zamiarem zrobienia "coś z tym" później.
Nie wiedziałam jak ją pochować, zbyt wiele cierpienia się na mnie zwaliło.
Faktem jest, że jestem bardzo silnie związana z moimi zwierzętami. Prawdopodobnie dlatego, że w życiu międzyludzkim, oko w oko, na ulicy, w szkole, na imprezach z nieznajomymi, bardzo ciężko jest mi się odnaleźć w grupie ludzi. nie lubię ludzi, nie rozumiem ich, nie chcę.

A zwierzęta? Moje są dla mnie opoką, są moją miłością, są moimi dziećmi, są kimś a nie czymś.
Nie wszystkie mnie lubią, nie wszystkie mnie kochają. Za to czuję, że każde z nich mogę zrozumieć, i jeśli się nie dogadam, to oboje odchodzimy w innym kierunku, szanując swoją obopólną zgodę.
Rozumiem je, szanuję bardziej, kocham bezwzględnie, tulę częściej, opiekuję się z radością, za nimi płaczę, tęsknię, o nie się martwię, liczę się bardziej z ich potrzebami niż moimi.
Spraw ludzkich nie rozumiem, nie umiem, nie chcę, nie podołam.
Może po prostu miałam urodzić się... sarenką. najpewniej by nie mieć kontaktu z ludzkim światem.

"Nie ma zwierzęcia, którego kaś nie potrafiłaby oswoić, nawet potwora z loch ness"
i chociaż to jest tylko zdanie moich przyjaciół, mimo że nie do końca sie z tym zgadzam, to jednak takie opinie podtrzymują mnie na duchu.


Co więc mogę czuć, po stracie jednej z moich ukochanych myszy, obserwując jak dwie inne cierpią, co mogę czuć gdy ginie mój ukochany kompan, który zawsze mnie bronił, ze mną się śmiał, leżał pod drzwiami, sprawdzał z kim się zadaję, chodził ze mną gdy szłam gdzieś sama? Co cała rodzina może przeżywać gdy ginie psina, która rozumie wszystko co się do niej mówi, która nawet nie jest członkiem rodziny, ona jest naszą całą rodziną, w czasach gdy nasza rodzina jako "mama tata i dzieci" już nie istnieje?
Jeśli z każdym dniem niknie nadzieja, gdy wypisuję ręcznie tyle ogłoszeń, gdy chodzę po okolicy i wołam, szukam.
W tym oczekiwaniu mam tylko nadzieję że ktoś ją zabrał i oczekuje nagrody, okupu. A nie że po prostu nie żyje, że coś jej się stało. Że ktoś ją zastrzelił za to, że nie daje się złapać. Bo ona by wróciła.
A tylko na ten okup możemy liczyć, bo ludzie mieszkający tu, nigdy nie oddaliby jej za darmo. rasowego psa nie opłaca się oddać tak po prostu, bo jest czyjąś rodziną.
Tu zwierzęta się zabija jeśli ukradnie ci kurę, tu na zwierzęta zakłada się sidła, tu wędrujące po wsi koty szczuje się psami lub zrzuca z drzewa by go owe psy zagryzły. Tu zwierzęta cenne łapie się i sprzedaje na targu, lub oddaje komuś za dwie nalewki. A jeśli któryś się postawi i zwieje to podkłada się mu trutkę w kiełbasie i ma nauczkę.
Tu zwierzęta są tylko zwykłym psem na łańcuchu do bicia kijem, zapchlonym kotem łapiącym myszy który nigdy nie da się pogłaskać, osraną krową bo po co ją myć, świnią na zerżnięcie, koniem do rodzenia źrebaków do rzeźni.
Tu zwierząt się nie leczy i się nie kocha. Zwierzęta stoją niżej w hierarchii społecznej niż marchewki i kapusta. Bo te można chociaż korzystnie sprzedać i nie potrzebują żarcia.

Jak więc mogę nie płakać ze strachu?

Jak więc mogę mówić sąsiadom dzień dobry, skoro ich nie szanuję, boję się, i gardzę tym społeczeństwem, jak mogę tu żyć, stanowiąc z rozpadającą się rodziną nielicznymi wyjątkami ludzi rozumnych, ludzi "miastowych", którzy do społeczeństwa zachlanych prostaków nie należą i których trzeba za to ukarać i wykorzystać?


A gryzonie, one nawet nie tylko tutaj są szkodnikami, jedzeniem dla kota czy węża, czymś na co jest 99% trutek, czymś co śmierdzi, czym się człowiek brzydzi i czym gardzi. czymś co uważa się za coś prymitywniejszego od kwiatu czy gałki muszkatołowej.
zajęciem dla dziecka do zabawy w: "co się stanie jak" "czy potrafi to" "czy przeżyje gdy"
Czymś co człowiek osądza nie chcąc nawet tego poznać.
Ważne że wszystko co gryzon to szczur (analogicznie do mysz), że gryzie i śmierdzi, że trzeba to zabić zanim one zabiją nas. (w sensie odłączą nas od telewizora)



Nie wiem.


Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz

Trzydzieści trzy
| data dodania: 2008-12-28 | godzina: 16:32:43



Dzieciaki uparły się żeby nie dać mi spać. Ilość ich sposobów na to, żeby wyrwać mnie z łóżka jest zatrważająca. Zwykle pomaga moje "co wy tam robicie?! Cisza ma być!" i więcej się nie odzywają (swoją drogą fajnie to musi brzmieć z boku, zestresowana baba drze się przez sen ;))
Tym razem jednak nie pomagały żadne moje wrzaski, pykanie w pręty, prośby groźby i nakazy...
O ile myszaki odkąd dostały kokosy, to prawie ich nie widuję (jedzenie znika), reszta rodziny rozrabia jak może. Poza standardowym gryzieniem prętów, półek, zwalania ich (chłopaki robią to co noc. Cisza cisza, a później łubudubu! I tak spadła jakaś półka, a oni jeszcze pięć razy zastanawiają się dlaczego i po niej skaczą) kopania w żwirku (zabije te szczury, po prostu je zabije, utłukę, zastrzelę, spuszczę w kiblu, przybiję do ściany!! albo po prostu zmienię żwirek dla kotów na trociny.... :P), doszła jeszcze jakaś wielka kłótnia chłopaków, w życiu nie pamiętam żeby tak się na siebie darły. Szczekały głośniej niż mój pies gdy do domu przychodzą mordercy.
Myślałam że się pozagryzają.
Najbardziej jednak świruję gdy babiczki szczurzaste, których klatkę mam dosłownie nad głową, kopią w tym pieruńskim żwirku albo rozwalają świat na wszystkie zębowe sposoby. Za ogon i sru po prostu... ;[
Najgorsze jest jednak zgadywanie co tym razem gryzą chłopaki. A gryzą wszystko do czego dosięgną. Także zawsze zastanawiam się czy to ściana, skrzynka, listwa, a może przewróciło się sianko/trociny/opakowanie po jedzeniu i czy chce mi się reagować.


W produkcji są napoje energetyzujące. Chłopaki czysta woda bo za te gryzienie pólek nic im się nie należy ;),
Myszate witaminy, a szczurki.... odkryły sok marchewkowy.
Świeżo wyciśnięta marchew, tak zdrowe i tak ohydne, że nie jestem w stanie wypić nawet jednego łyka :P
Panny natomiast jak się dorwą to bardzo ciężko im zabrać. Do tego jest wojna która teraz będzie piła, więc biorę je na ręce i karmię jak niemowlaka. Wydudniły 20ml czyli całe małe poidełko i ociężałe poszły spać :P
Brzuchy wyglądały tak jakby miały zaraz urodzić (z pewnością marchewkę w kostkach). Teraz już przystopowuję, ale naprawdę, nie wiem czy będą na mnie patrzeć jak na tą, która dała, czy na tą która zabrała. I obawiam się że te drugie...
Mam jeszcze w spiżarni kilka "zdrooowych i beznadziejnie okropnych soków" także wypróbujemy trochę. Dobrze że piją, tym bardziej że za dużo świeżych owoców i warzyw nie lubią. Obopólne zadowolenie ;D (ja, dlatego że nie wyda się iż większość wylewam :P).

Poza tym zabieram się za szycie im jakiegoś śpiworka czy coś, bo hamak przerobiony na śpiwór jest tak zasikany że baby śmierdzą moczem...
Szynszyle wzgardziły mięciutką bluzeczką, oni wolą jak mężczyźni- im twardsze tym lepsze, na skałach najlepiej :)

No a myszate niech śpią przytulone w tych kokosach, wyjdzie im to na dobre, bo sezon na ciepło polega na tym, że mam temperaturnik i kontroluję żeby nie było zbyt hot ani zbyt zimno. Duje od jednej ściany także musiałam tak poustawiać klatki żeby tego nie wyczuwaly.

Idę pociąć komuś polar ]:->


Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz

trzydzieści dwa
| data dodania: 2008-12-20 | godzina: 21:12:02



Koleżanka od szczurastych była bardzo zdziwiona ale również zachwycona tym, że panny szczurańskie są już ze mną oswojone i nigdy mnie nie ugryzły ;)
mama szaleje na ich punkcie, a ja dwoję się i troję żeby myszy nie cierpiały w związku z tym że w pokoju są dodatkowe gryzonie.
Wczoraj miałam porządek i chciałam puścić szczurasy po pokoju, ale porządek tradycyjnie przetrwał jeden dzień i du-pa. Mam jakąś skłonność do permanentnego bałaganu, to się jakoś tak... wiatropylnie robi ;) Ale i tak dobrze że nie muszę przekopywać podłogi żeby coś znaleźć. Za to istnieje poważne niebezpieczeństwo że dorwą się do czegoś chłopaki i zdefraudują ;)
Święta przeżywam równie mocno jak moje zwierzęta, czyli wcale :D Nie, tak serio bardziej się przygotowuję niż kiedykolwiek. W pokoju zawisły lampki choinkowe, pojawiła się złota choineczka własnej roboty... Świątecznie.
Myszańskim powiesiłam łańcuch ze świątecznego makaronu, którym się jak zauważyłam interesują. Szczury mogą dostać... gwiazdkowe pudełko. A chłopacy nie zasłużyli za te zwalanie półek po nocy. Zawsze coś naknocą, zawsze jakieś zwalanie, tajfun, dżuma i wścieklizna dziesiątego stopnia. Co prawda wystarczy że się wydrę że ma być cisza i na chwilę są spokojni, ale później wszystko wraca do porządku nocnego.
Ostatnio dużo czasu w domu spędzają nasze koty. Ale nie mogą wejść w głąb mojego pokoju, gdyż pierwszą klatkę którą napotykają są na nieszczęście chłopcy "żywy alarm". Marcel rozdziera wtedy japę, kot się boi albo zagląda jaka to melodia, a Oskar wtedy prycha. No i kot przestraszony :)

Także z pewnością kartka którą powiesiłam na drzwiach z rysunkiem szczura i podpisem "uwaga, dzikie zwierzęta! Intruzi będą pożarci! Proszę Won", o której zresztą tyle mówiłam, a nigdy mi się nie chciało robić, jest bardzo trafnym spostrzeżeniem :)


Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz

trzydzieści jeden
| data dodania: 2008-12-16 | godzina: 01:58:01



Po wystawie miłe wspomnienia, członkowie klubu naprawdę mili, chociaż tak naprawdę skumałam się tylko z niektórymi ;) Żałuję że przybywałam dopiero na 13-14, bo rano pewnie było więcej znajomych osób...
Żałowałam trochę ze nie wzięłam swoich babiczek, a jeszcze bardziej że spózniłam się z zakupem nowych i wróciłam z pustymi rękami... Ale to się da nadrobić ;D

Stęskniona za moimi lubymi wróciłam do domu i pierwsze co zauważyłam w pokoju to wyłączony grzejnik i zimnica. Rozumiem oszczędzanie energii, ale nie tylko ja marznę w tym pokoju, zostało jeszcze 9 "osób" które cierpią razem ze mną. Na szczęście odkryłam tajemny tryb utrzymywania w pokoju stałej temperatury, wczesniej musiałam kontrolować to ręcznie i nie było fajnie.


Panienki powitały mnie radośnie (chłopaki jak zawszze mają w dupie, byle jeść dać :P), szczurzyce łaziły po mnie jak głupie, wylizywały mi usta i uszy ;)
Myszate natomiast biegały pomiędzy dreadami.


Filantropia ma guza.... :(


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

trzydziesci
| data dodania: 2008-12-03 | godzina: 18:01:10



Przemeblowanie tysięczne.
Myszy przestawiłam bliżej, zwolniłam biurko i na miejsce klatki myszy wstawiłam klatkę szczurów.
Miałam po prostu ciężki dostęp do mysiaków i trochę je przez to zaniedbywałam :/

Wichura i Tajka zostały oddzielone w ramach akcji odchudzającej Wiatrówki. Chyba mają z tego powodu depresje, ale przynajmniej nie są same...


no i rzecz najwazniejsza: DOSTAŁAM SIĘ DO PMC!
Musze jeszcze wpłacić należności i dostanę numer identyfikacyjny :)


Ilość komentarzy: 6 Dodaj komentarz

dwadzieścia dziewięć
| data dodania: 2008-11-28 | godzina: 22:44:41



Komponowanie karmy dla myszy (i szczurów) jest zwykle jedną z najlepszych rozrywek dla którejś z moich córek (jedna pomaga przy napełnianiu poidełek, jedna przy myciu zasikanych misek i -o zzzzggggrooozooo- kołowrotka, czyli nośnika najgorszego zapachu mogącego się równać gazu musztardowemu, mimo że nigdy nie miałam z nim styczności. Inne czasem oglądają ze mną telewizję.) Tym razem, biorąc pod uwagę że muszę intensywnie oswajać szczury, przyznam z ręką na sercu że myszy trochę na tym cierpią, jest to sprawa oczywista, gdyż czas muszę dzielić na jeszcze więcej cząstek i jednostek. Każda pannica jest u mnie na ręce, ale nie mam tyle czasu, żeby tak jak wcześniej siedzieć przy klatce cały dzień z ręką w trocinach.... Tym bardziej że po każdej zabawie z myszami/szczurami winnam umyć ręce, bo inaczej ich zaufanie przeżywa chwilę zawahania. Tak czy siak czorty moje myszowe i tak będą moimi córeczkami i kotami ;) Szczurki są ciurki lub siurki. Ogólnie mam jakiś chyba sentyment do penisów, bo 3 szczenięta nazwałam Kutasia, Duża Kutasia i Kutas, na szczury mówię siurki, no i nadużywam "ch***j". Głodnemu chleb na myśli ;D A ja głodna nie powiem, głodna, ale chyba nie w tym sensie. W każdym razie chleb na myśli mam :)
Wracając- bo odbiegłam intensywnie- wzięłam Freskę na ramię i do robienia karmy. Babiczka oczywiście ostro spanikowana chciała skoczyć do wczorajszego obiadu, ale po długim uświadamianiu jej że jak spadnie to ją zaboli i wspomagaczach w postaci groszka ptysiowego, zrozumiała że ramię-nie wróg i należy ładnie zgrzytać ząbkami a nie świrować ;)
Robienie jedzona dla bab wygląda tak, że otwieramy szafkę i "co by tutaj daaać". Wyciągamy płatki owsiane, jęczmienne, kasze,makarony jako dodatki (mamy takie w kształcie gwiazdek i choinek, walnęłam trochę - "ach, niech mają święta w listopadzie! W okresie świątecznym będzie sam taki makaron to niech się przyzwyczajają :P"), suszoną marchewkę i inne pierdułki które w karmie powinny się znaleźć. Ale trzepanie tej szafki- bezcenne. Tym bardziej że nikt z tego o dziwo nie korzysta, szczególnie jeśli ja taką torebkę z kaszą gryczaną otworzę, nie wiedzieć czemu :)
Poza tym, codziennie się wiele rzeczy uczę.
Przede wszystkim (tego nie mogę zapamiętać...) NIE WOLNO WYLEWAĆ RESZTEK WODY Z POIDEŁKA NA KABLE I ZASILACZ! NU NU! Jako ze ja takie wody wylewam często na wykładzinę, bo mi się nie chce chodzić, a młode piją to co ja, no a woda wyparuje z dywanu, to zawsze sru pod siebie. A tam kabelki i prund cie kiedyś kopnie skretyniały leniwcu! :)

Nie doceniałam szczurów. Myślałam że naprawdę nie można być większym wandalem niż Marcel i oskar. Ale niestety, po obudzeniu się rano zobaczyłam całą ściółkę z klatki wywaloną na biurko na którym stoi klatka (pierwotnie miałam tam odrabiać lekcje, ale gdzieś musi stać klatka, lekcji nie odrabiam, a jeśli już to na kolanie :P). Coś by się przydało z tym zrobić, ale boję się ruszać, żeby nie wybuchło (czyt. nie bardzo mi się chce).
Najzabawniejsze że syf w jakim ja potrafię egzystować jest moim syfem prywatnym, ale zwierzęta w klatkach- błysk. Chyba że zwandalują... Ale ogólnie wiecie o co mi chodzi, dbałość o zwierzęta przewyższa dbałość o samą siebie, czy raczej funkcjonowanie w przyzwoitych warunkach. Jak ktoś twierdzi że ma w pokoju balagan, to zapraszam do mnie w środku tygodnia :)


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

dwadzieścia osiem
| data dodania: 2008-11-27 | godzina: 20:02:10



Babiczki mysiowe żyją sobie spokojnie, nic się nie dzieje, nuda po prostu ;) Może to i dobrze, nic złego się przynajmniej nie wydarza.

Szczurzyce natomiast oswajają się coraz lepiej. Śpią już obie z zamkniętymi oczami, czyli widać że ufają temu miejscu. Wcześniej jedna spała, druga czuwała. Nawet Frezja daje się wziąć już do ręki.
Wziełam je na wybieg do salonu, bieganie bieganiem, ale większość czasu u mnie na kolanach i mizianko aż zęby skrzeczą ;) Szczególnie Freska leżała mi wtulając się w przedramię i mogłam ją swobodnie głaskać i drapać.
Nie lubi natomiast być głaskana po zadzie. I ma racje, ja też tego nie lubię ;D
Mama dzisiaj wpadła do pokoju i stwierdziła że te szczury to są nawet fajniejsze od myszek- "bardziej kumate". No bez wątpienia, szczury są inteligentne. Ale pogłaskać nie chciała ;)
Jednak utrzymanie ich obu na rękach jest sztuką. Z myszami tego problemu nie ma ;) I lubię wziąć myszkę do ręki, jak mi się takie maleństwo w dłoni mieści...
W ogóle kurczę, mogłabym tak z nimi bez końca przebywać...


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

dwadzieścia siedem
| data dodania: 2008-11-22 | godzina: 01:59:58



Niespodziewanie "stan konta" zwiększył się o te dwie pimpusie śpiące w maleńkiej klatce.
Azalia i Frezja.
Dwie szczurzyczki które uchroniłam od rozdzielenia i od paszczy węża szczurojada.
Azalia jest bardziej śmiała, ale to Frezja dominuje.
Zawsze chciałam mieć szczury, a teraz przeżywam szok że one są u mnie naprawdę. Wczoraj się dowiedziałam że je wezmę! A teraz są u mnie. I to nie małe, mają rok.
nie mogę przyzwyczaić się do myśli że to są MOJE szczurki, czuję się jakby to był dom tymczasowy....
Moje. moje. moje szczurki. moje. JEZU!?



Filantropia ma się lepiej i wraca do stada, a stadem dyryguje Łupinka pod patronatem Sugestii. Widziałam jak się leją o dominację, ale na jednym mordobiciu się skończyło (zareagowałam, nie bój żaby ;)).
Sugestia wygląda jak dziecko Freski i Alzy, bo one też takie łaciate trochę ;)
I tak moje kochane księżniczki pozostaną księżniczkami. Ciekawa właśnie jestem czy mimo wszystko pozostanę przy myszkach czy może zakocham się jeszcze bardziej w szczurach? Myślę że jednak myszki :)
Sorry szczury, mimo waszej inteligencji, to jednak misie pisie są ladniejsze i ciepłe w kark ;D

Cieszę się i jestem dumna. Stado moich myszek akurat przeżywa chwile spokoju i stabilności, przez co rozumiem że wszystkie (prawie) zdrowe, żadnych nowych dup (przepraszam za wyrażenie, ale jest po 2.00 jestem zmordowana i dzisiejsza notka jakaś taka bez pardonu).

A co jest w ogole najśmieszniejsze, to że do moich myszy mówię "kocie". Przejęłam od pana gofa.... ahaha ale z boku to musi dziwnie brzmieć, ja to totalnie nieświadomie mówię!


Moje kotki....




Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz

dwadzieścia sześć
| data dodania: 2008-11-15 | godzina: 13:52:53



Zamiast jechać do Białegostoku wybrałam zostanie w domu, kto by sie zajął moimi myszami, bo chyba nie ojciec :/
Muszę zrobić przemeblowanie, bo zaczęło duć od okna i małe trochę kichają. Nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić, bo pokój mam malutki.

Kilka spraw dotyczących Filantropii.
Właśnie wróciłam od weterynarza z powodu zerowej poprawy stanu jej powiek... Leczyłyśmy ją na wszystko, walczyłyśmy i nic. zero.
Wet nie ma już pomysłów na to dlaczego, bo wygląda to na zapalenie powiek, ale Fila nie reaguje na leki...
Moment drastyczny, sprawdzenia pęsetą czy nie wydobywa się z tego jakaś ropa, płyn czy coś. Należało ścisnąć POWIEKĘ i nie uszkodzić oka. No hardcore... I tutaj doszłam do wniosku że to najdzielniejsza mysz pod słońcem, bo mimo pisków, tylko trochę odciągała główkę, a domyślam się że wiele myszy pogryzłoby lub szarpało się z całych sił. Ale Filantropka nie. Co więcej, nie obraziła się na mnie tak jak przypuszczałam, wtuliła mi się w rękę, a potem wlazła do rękawa i nie chciała wyjść ;)
Dostała zastrzyk ze sterydów i znowuż krople. Jeśli to nie pomoże.... Prawie płakałam wychodząc. Takie nic, taka bzdura. I nie daje się tego wyleczyć...
Niestety będę musiała ją izolować, czort wie czy to nie zaraźliwe, niestety trzeba myśleć o myszkach.
Co mi przyszło do głowy: mam małą klatkę szynszylową, w której mieszkali kolejno moi chłopcy za dzieciaczka. podzielę ją na pół i zrobię jej taką willę że kopara opada.
Cała jest jednak za duża jak dla jednej myszy, ale podzielona na pół myślę że będzie idealna. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale postaram się. Nie może do końca życia mieszkać w małej izolatce. Niech ma park rozrywki jeśli nie może się bawić w stadzie.



Ilość komentarzy: 2 Dodaj komentarz

dwadzieścia pięć
| data dodania: 2008-11-12 | godzina: 22:32:17



Księżniczki miały niemiłe dla mnie starcie z Anzelmem, myszą polno-domową. Przykład na to, że czasem nie wolno wypowiadać żartów głośno. Śmiałam się że myszor poluje na moje pannice, a ten skunksik postanowił iść na całość i wcisnął się do ich mieszkania. I to dwa razy. Łupinka, waleczna niczym Ksena (wojownicza księżniczka) próbowała zabić lub chociaż przegonić intruza. Mam nadzieję że to samo zrobiła za drugim razem (tym razem zabić, co się będzie cackać, wraca jak akwizytor jakiś :P Sklepik spermy czy coś) Czort wie ile tam siedział, widziałam tylko tyle że panny były wciśnięte w róg duny, a gdy myszor do nich podbiegł, piszczały.
Nie mogłam sobie wybaczyć tego że znowu mnie przechytrzył i teraz duna przebrana jest niczym panna młoda lub wigilijny stół. Firanka spływa po bokach niczym... firanka ;). I tak patrzę właśnie że ta chusteczka wepchana w dziurę na poidełko i Łupinka bardzo pasują kolorystycznie. Chusteczka trochę mniej zgrabna niż Łupina, ale to chyba jest jasne ;)

Oczywiście zgodnie z regułą mojego spóźnionego zapłonu pomyślałam że Filantropia może zarażać sama siebie, że te kuku co jej się dzieje zostawia trochę tego w klatce i jak wraca tam to znowu się zaraża. Wyparzyłam wszystko co mogłam, zmieniam te chusteczki na których teraz żyje, często, a mała dość osowiała jest przez tą izolację.
Od głaskania przylizało jej się futerko, chociaż i tak najbardziej lubi położyć się na karku, jak to ona ;)
Gadam z nią więcej niż z własną matką i spędzam więcej czasu niż z powyższą ;)
Puściłam ją po łóżku, Filka nie wejdzie w żadne szpary czy dziury, jest zawsze rozsądna. Bieganie po kołdrze zrobiło na niej wielkie wrażenie, w końcu się mogła wyszaleć a nie tylko tulić do mamusi (czyt. mnie).

Gdzieś czytałam że mysza powinna mieć ogon długości ciała. Cholera, Sugestia to może i ma, ale reszta to jakieś makarony! no i Wichurka ma przeszczepiony ogon szczura. Tak jak ja chciałam sobie przeszczepić penisa na czoło. To dokładnie tak samo!
Mooooja krew, zawsze to powtarzam :)

Co do ogonów jeszcze, to tak się czepiają nim, owijają wokół palca... Fenomenalne! Mamoooo ja też chcę taki ooogoooon....


No i jeszcze zaczęłam stosować dietę myszek. Duuuuzio wody i zboże. Mówię Wam, transformacja w myszę to tylko kwestia czasu :D


Kaś- Kosmiczna Mysz. I jej armia kosmicznych myszy.
(Głosem Gościa który zawsze mówi w czołówkach filmów) Are you ready for the action! "ŁIIIIII Giiiiń złoczyyyńcooo!"
I tak dalej :)
Kiedyś będę wielkim producentem filmowym, to tylko jeden z wielu scenariuszy. Będzie hitem tysiąclecia!


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

dwadzieścia cztery
| data dodania: 2008-11-08 | godzina: 23:41:20



Sesja panienek. Z niewielkim udziałem Tajki, z antypozojącym Bambochem (Czemu ja ją nazwałam Wichura? Toż to jest po prostu Szczur. Bamboch. Brzuchol. Gruba Beka! Ej, no w sumie ja bym się obraziła jakby ktoś tak do mnie mówił (bo do mnie te określenia też pasują- oprócz szczura:P). Ale ona mnie na pewno nie rozumie :))
Za to odkryłam że Sugeszczon to istna modelka. Wychodzi wspaniale.

Suga:
http://www.fothost.pl/upload/08/45/4163c624.jpg
http://www.fothost.pl/upload/08/45/b65d1200.jpg
http://www.fothost.pl/upload/08/45/5980068e.jpg

Tajkoszon:
http://www.fothost.pl/upload/08/45/b337f9f7.jpg


Wichura:
http://www.fothost.pl/upload/08/45/504e6c46.jpg

bez wątpliwości rozetka. Obrażona ;)
http://www.fothost.pl/upload/08/45/4d1f5429.jpg

Łupinkuś:
http://www.fothost.pl/upload/08/45/573b40c3.jpg

Filantropia:
z przedziałkiem ;)
http://www.fothost.pl/upload/08/45/775bfd90.jpg
http://www.fothost.pl/upload/08/45/9c7a33dd.jpg


Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz

dwadzieścia trzy
| data dodania: 2008-11-07 | godzina: 22:33:20



Filantropka większość wybiegu spędziła na spaniu pod osłoną mojej dłoni.
Czy kiedykolwiek ktokolwiek mi tak zaufał?


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

dwadzieścia dwa
| data dodania: 2008-11-07 | godzina: 11:53:02



Nic tak nie poprawia humoru jak wylizanie malutkim języczkiem dłoni, obgryzanie paznokci i wędrówki po ręce.
Moje dwie małe księżniczki i wielki babuchon, Tajka dzikus też, i Filantropka która bardzo nie lubi wcierania leków pod pachę i zamalinowywuje (??) się w chusteczkach, moje małe kochane skarby.
Dawno nie były tak oswojone, spędzam z nimi kupę czasu co procentuje. Wcześniej wyjazdy, srelemorele i tylko się zaglądało dosypać jedzenia, podstawić rękę (może Łupinka podeszła powąchać) i biec gdzieś gdzie mnie niosło.
Teraz milusińskie chętnie do mnie przychodzą i zamiast sp.dalać na dość głośne otwieranie drzwiczek, nadstawiają noski, odrywają się od jedzenia czy budowy bunkrów (jakkolwiek nazywają się takie jamy robione przez bobry, dokładnie tak to wygląda, nawet wchodzi się przekopując się przez ścianę trocin, a szkielet jest z jednej z drabinek :P).
Księżniczki moje :*

Poza tym przewrażliwiona ostatnimi nieprzyjemnymi rozstaniami cały czas myślę że któraś umarła. Na przykład Łupinka która spała sobie NA PIĘTERKU, sama, na środku. Bałam się że umarła, ale ona tylko przeciągnęła się rozkosznie i była wyraźnie oburzona że ją budzę :P Następnie Filantropia która śpi cały dzień w plastikowym pudełku, też ją od czasu do czasu muszę pyknąć żeby się upewnić. No i Tajka, dawno jej nie widziałam i miałam już złe myśli że może zdechła i ją zjadły (myszy.info się kłaniają :|), ale nie, śpi sobie w kopcu kreta ;)


Zważyłam Wichurę. Myszy powinny ważyć od 40 do 80 gramów. Młoda ma 74gramy.
"Widzisz Wichurko, jeszcze 7 gramów i eksplodujesz!"
Jak tylko Filantropia dojdzie do zdrowia izolatkę przejmie ten bebech i będzie dostawać jedzenie o określonych porach. Wiem że moja krew i cały czas siedzi w lodówce, ale o nią martwię się bardziej niż o siebie.


Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz

dwadzieścia jeden
| data dodania: 2008-11-04 | godzina: 23:35:41



Nowe wieści takie, że zapisuję się nareszcie do PMC. Składam papiery, autorekomendacje (a w reklamach to jestem dobra xD), mam już opiekuna a nawet (nie wiem czy mogę mówić głośno) Fauka mi zaproponowała pewną... przysługę? myslę że to w pewnym sensie dobre słowo.
Ale nie chcę nic zapeszać.

Poza tym oczka Filantropki nie zdrowieją wcale a wcale, jest biedactwo oddzielone, mieszka na ręcznikach papierowych... Ale staram się jej dodać otuchy przez kontakt z nią. Byliśmy dzisiaj u weta, który stwierdziła że boi się pobrać zeskrobinę, żeby nie uszkodzić oka, także pozostaje diagnoza poprzez leczenie. Mamy kropelki i przykazanie kontaktu telefonicznego.
A poza tym dziewczęta, Suga w szczególności psikają. Wzięliśmy też coś na wzmocnienie dla nich, ponoć wirusy szaleją i możliwe że coś złapały.

No i Sugeszczon odkrył nową wspaniałą zabawę- obgryzanie mi paznokci. Do tego stopnia że nie sposób jej odpędzić ;)

Dziewczęta dostały też nowe drabinki z okazji że robiłam kilka na sprzedaż, no i oczywiście furora, z czego cieszę się ogromnie.


Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz

dwadzieścia
| data dodania: 2008-10-30 | godzina: 23:45:42



Jesienna chandra zbiera swoje plony również i u nas ;)
Panienki stadowniczki okopały gniazdo trocinami, przykryły się chusteczkami i nie wychylają nosków przez cały dzień jak i wieczór.
A Filantropia mieszkająca zwykle w położonym na boku plastikowym pudełeczku (spokojnie, moje dzieci nie jedzą plastikowych elementów) wyłożonym chusteczkami oczywiście, dziś przewróciła je dnem do góry, okopała trocinami i śpi oczywiście cały dzień.
Ja też nie wychodziłam dzisiaj z łózka dalej niż do kuchni czy do łazienki, także zgoła rozumiem moje kobitki.


Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz





Szablon wykonał: Htsz, pobrano z: Szablony.Blogowicz, powered by Blog, pomoce blogowe

x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół